Ministranci z Cierpisza
  Lipiec 2009
 



Film z naszej wycieczki w Bieszczady jest już dostępny i znajduje się w dziale Wideo.




Pod koniec czerwca razem z księdzem proboszczem wyjechaliśmy na trzydniową wycieczkę w Bieszczady.
Wyjazd na południową część Podkarpacia był już planowany z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ksiądz Stanisław rezerwował nocleg, autokar i opracowywał dokładny plan wprawy, my natomiast zbieraliśmy pieniądze, tak aby późniejsza, bezpośrednia wpłata była jak najniższa. I udało się! Wszystko było dograne w najmniejszym szczególe, a za nocleg, autokar, wyżywienie i za kilka innych drobnych rzeczy wystarczyło wyłożyć z własnej kieszeni tylko 40 zł, reszta została uregulowana z "Banku Ministrantów".
Świecące słońce, słaby, chłodny wiaterek, stosunkowo wysoka temperatura i rześkie powietrze. Tak właśnie wyglądał poranek 30 czerwca dzień wyjazdu. Jak wcześniej zostało ustalone wyruszyliśmy o godzinie 7.45, zaraz po Mszy Świętej. Może i autokar nie był z najwyższej półki i jego największym minusem był brak otwieranych okien i klimatyzacji, ale te wszystkie niedogodności niwelowała ciepła i wręcz rodzinna atmosfera. Pierwszy postój był już po zaledwie siedmiu minutach. Zatrzymaliśmy się naprzeciwko kraczkowskiej piekarni "As", gdzie prezesowi ministrantów - Wojtkowi Lew wraz z Pawłem Flak i Łukaszem Lew (vel. Hojeja) dzięki uprzejmości sprzedawczyni udało się załatwić darmowy chleb.
Po około 1.5h jazdy i odśpiewaniu kilkunastu piosenek dojechaliśmy do Dukli. Zwiedziliśmy tu kościół p.w. św. Jana z Dukli, a ksiądz Chrapek w skrócie przybliżył nam żywot tego świętego. Przed kościołem, przy głównej trasie znajduje się Krzyż Pojednania - dar Dukielszczyzny dla upamiętnienia wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Dukli oraz figura Świętego Jana z Dukli kanonizowanego przez Papieża podczas wizyty na Podkarpaciu w czerwcu 1997 roku. Korzystając z okazji wstąpiliśmy do miejscowego muzeum historycznego. W jego otoczeniu znajdują umieszczono ekspozycje sprzętu wojskowego, głównie działa z II Wojny Światowej. Na końcu odwiedziliśmy Pustelnie św. Jana, obok której zjedliśmy posiłek i napiliśmy się wody która wypływała z wnętrza groty. Następny etap wycieczki to wizyta w Myczkowcach i oglądnięcie ekspozycji miniaturek kościołów cerkiew, które zostały wykonane przez zespół artystów stolarzy pod kierunkiem Janusza Kuliga z Chmielnika.
Do Ustrzyk Górnych dojechaliśmy po trzech godzinach. Z racji tego, że byliśmy tu po raz drugi dokładnie znaliśmy topografie najbliższego terenu. Korzystając z tej wiedzy zaraz po zakwaterowaniu i zjedzeniu obiadokolacji pobiegliśmy na pobliskie boisko. Rozegraliśmy tam mecz piłkarski młodzi ministranci przeciwko starszym, którzy w składzie mieli także księdza. Po długim i ciężkim boju złotą bramke strzeliła drużyna "seniorów". Kolejnym naszym celem był płynący nieopodal potok - Wołosate. Zaskoczeniem dla wszystkich był fakt, że wybudowana dwa lata temu przez nas tama przetrwała do tej pory w prawie nienaruszonym stanie. Od razu przystąpiliśmy do naprawiania uszczerbków, powiększania jej i niewątpliwie najprzyjemniejszej czynności - kąpieli w potoku. Po tych wszystkich atrakcjach, które przynisósł dzień pierwszy przyszedł czas na odpoczynek. Część z nas grała w karty, niektórzy rozmawiali, a jeszcze inni po prostu uderzyli w kimono.
Dzień drugi szykował dla nas nie lada wyzwanie - wymarsz w góry, a dokładnie zdobycie Połoniny Caryńskiej. Zaplanowana wysokość na jaką mieliśmy się wspiąć wynosiła 1287 m n.p.m. Ostatecznie swój wymarsz zakończyliśmy na Połoninie Wetlińskiej (1228 m n.p.m.) gdzie swój ośrodek o nazwie "Chatka Puchatka" ma GOPR. Podczas zejścia przekonaliśmy się, że rzeczywiście żubr odpowiada każdemu. Końcówke dnia spędziliśmy podobnie jak poprzednią z tymże, że w meczu drużyna "seniorów" łatwo ograła "juniorów" wygrywając wynikiem 7-1.
Trzeci, a zarazem ostatni dzień to już przygotowania do wyjazdu. Po Mszy Świętej i śniadaniu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Soliny jednak wesołe miasteczko "Za zaporą" na które tak liczyła zwłaszcza młodsza część naszej grupy było nieczynne. Z tego względu pozostało nam poddać cię urokom zwiedzania i jedzeniu "lodów" choć w smaku z prawdziwymi lodami miało to naprawdę niewiele wspólnego. Ostatni postój był tylko chwilowy, koło sklepu "Biedronka". Ostatecznie do Cierpisza wróciliśmy o godzinie 16.15.
Na pewno z czystym sumieniem można powiedzieć, że ta wycieczka była naprawdę wspaniała i chyba nikt z nas o niej nie zapomni. Jednak coś się kończy, a coś zaczyna i już dzisiaj szykujemy się do nowej wycieczki - do Laszek gdzie wikarym jest ks. Łukasz Szydełko.

Zdjęcia zostaną dodane do najbliższej niedzieli, a film z wycieczki znajdzie się na stronie po około dwóch tygodniach.

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=